Wizyta minister

November 8th, 2003

Minister edukacji Krystyna Łybacka gościła wczoraj w Odolanowie. – Ta wizyta związana jest z jubileuszem 600-lecia uzyskania praw miejskich przez nasze miasto – mówi burmistrz Józef Wajs. – To doskonała okazja do zaprezentowania naszej gminy.
Minister Łybacka spotkała się z uczniami Szkoły Podstawowej w Raczycach oraz Gimnazjum im. Jana Pawła II w Odolanowie. – Okres szkolny to najlepszy czas w waszym życiu – powiedziała. – Po latach będziecie go sympatycznie wspominać, niezależnie od miejsca, w którym się znajdziecie.
Uczniów podczas rozmowy z panią minister interesowało wiele spraw, łącznie z tym, jak zostaje się ministrem i co należy do jego obowiązków.
Szefowa resortu edukacji odwiedziła również Miejsko-Gminne Centrum Pomocy Rodzinie „Wiara-Nadzieja-Miłość”.

Autor artykułu: AGAT

Kilogramy narkotyków

October 24th, 2003

Kara do piętnastu lat pozbawienia wolności grozi mieszkańcowi Ostrowa Wlkp., który w ciągu ostatnich sześciu miesięcy rozprowadził około 10 kilogramów narkotyków.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Wlkp. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że niespełna dwudziestoletni Krystian P. sprzedawał narkotyki w jednej z miejscowych dyskotek i przed swoim domem, w centrum miasta. Niekiedy udostępniał je wprost z okna, na parterze.

- Handlował m.in. marihuaną, amfetaminą i tabletkami ekstazy – poinformował Janusz Walczak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kaliszu. – Jego klientami było co najmniej kilkanaście osób, w tym także nieletni.
Zatrzymanie Krystiana P. było możliwe dzięki wcześniejszym zeznaniom jednego z jego stałych klientów. Ostrowianin został decyzją Sądu Rejonowego tymczasowo aresztowany. Już wcześniej miał rozprawę sądową za posiadanie środków odurzających. Teraz może spędzić w wiezięniu nawet piętnaście lat.

Autor artykułu: MWE

Wyrok na wodociąg

October 24th, 2003

Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Pleszewie wydał nakaz rozbiórki
wodociągu w Tomicach, który w świetle prawa jest samowolą budowlaną.

Pismo z nakazem rozbiórki trafiło w środę na biurko wójta Gizałek, Włodzimierza Lehmanna. Wójt wydał już kurendę, która krążyć będzie od domu do domu. Każdy mieszkaniec gminy musi podpisać się pod informacją zawiadamiającą o nakazie rozbiórki wodociągu.

Szefowa PINB, Barbara Kordala zarządziła demontaż wodociągu, bo gminie nie udało się wykonać mapy rurociągu biegnącego na tzw. odcinku nr 10, obejmującym prawie cały teren wsi Tomice. I chociaż wodociąg powstał w już latach 90-tych, to gmina nie posiada zasadniczych dokumentów budowy, dokumentacji technicznej, ani mapek powykonawczych.

Żadnej dokumentacji

Teraz samorząd ma czas do 5 listopada, aby od decyzji Barbary Kordali odwołać się do Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Szanse na pozytywne rozpatrzenie wniosku zdają się być jednak niewielkie. – Gmina miała czas do 30 lipca br. na uzupełnienie dokumentów – mówi B. Kordala. – Chociaż termin dawno minął, a ja zwlekałam z nakazem, to z Gizałek nie otrzymałam kompletnie żadnej dokumentacji.

Obejdziemy Jędraszaka

Wójt Włodzimierz Lehmann zaprzecza słowom Barbary Kordali. Twierdzi, że posiada dokumentację całego wodociągu, oprócz małego odcinka, który przechodzi przez jednohektarową działkę rolnika Kazimierza Jędraszaka. Gospodarz ten uniemożliwił geodetom wejście na swój teren, kiedy chcieli wykonać mapkę przebiegu instalacji. W końcu wójt zaproponował, że grunty te odkupi. Panowie nie porozumieli się jednak co do ceny. – Jeśli nie będzie innego wyjścia, to wykonamy nowy odcinek wodociągu, który obejdzie działkę Jędraszaka, a potem odłączymy fragment przebiegający przez grunty tego rolnika – twierdzi W. Lehmann. – Jędraszak miał szansę zarobić, ale jej nie wykorzystał. Jego ziemia jest warta góra 12 tys. zł.

Zgodnie z zapowiedziami wójta – każdy, kto teraz kupi działkę od Jędraszaka zapłaci za podłączenie wody wielokrotnie więcej niż zwykle. – Jeśli nie da tyle pieniędzy, to będzie mógł sobie studnie wykopać, albo wodę przywozić z Pleszewa – ostrzega wójt.

Gizałki w sądzie

- Jestem zadowolony z decyzji Inspektoratu Budowlanego – mówi Kazimierz Jędraszak. – Moja działka ma wartość 55 tys. złotych, bo to nie jest jakaś tam rola, tylko grunty zakwalifikowane w 1992 r. pod budowę domków jednorodzinnych lub punktów rzemieślniczych. Ponieważ przebiegał przez nie dziki wodociąg, nie mogłem ich sprzedać. Dlatego zamierzam pozwać gminę do sądu i zażądać odszkodowania.

Jakby nie istniała

Wbrew zapewnieniom Włodzimierza Lehmanna, że gminie brakuje wyłącznie dokumentacji na odcinek wodociągu biegnący przez działkę Jędraszaka, niepodważalnym jest fakt, iż na mapach geodezyjnych w PINB instalacji nie ma zaznaczonej w ogóle. – Tak, jakby nie istniała, dlatego wójt mija się z prawdą – mówi Barbara Kordala.
Wójt nie wie jeszcze, czy od nakazu rozbiórki będzie się odwoływał.

Autor artykułu: Marcin KONIECZNY

Ruszą z budową

October 24th, 2003

Znalazły się w końcu pieniądze na dokończenie budowy nowego pawilonu Domu Pomocy Społecznej w Baszkowie. Inwestycją, rozpoczętą w 1996 r. przez ówczesnego wojewodę kaliskiego, od dwóch lat nikt się nie interesował. Starostwo Powiatowe w Krotoszynie, organ prowadzący domy pomocy społecznej, nie znalazło w swoim budżecie 8 milionów złotych, bo taka kwota jest potrzebna, by zakończyć budowę. Read the rest of this entry »

Szpital bez podatku

October 22nd, 2003

Prezydent Ostrowa Wielkopolskiego Jerzy Świątek zamierza umorzyć podatek od nieruchomości miejscowemu Zespołowi Zakładów Opieki Zdrowotnej na kwotę ponad 150 tys. złotych.
Zgodnie z przepisami ustawy o pomocy publicznej dla przedsiębiorstw, prezydent może umorzyć podatek od nieruchomości i właśnie zamierza skorzystać z tej możliwości w stosunku do ostrowskiego szpitala. Tutejszy Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej w ostatnich trzech latach otrzymał już jednak pomoc publiczną w formie darowizn, m.in. ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie i Poznaniu, która w sumie przekroczyła równowartość 100 tysięcy euro. W tej sytuacji prezydent Ostrowa zobowiązany był przesłać projekt decyzji o umorzeniu podatku do zaopiniowania Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prezes UOKiK ma 60 dni na wydanie stosownej opinii i jeśli będzie ona pozytywna, to ostrowski szpital nie zapłaci zaległego podatku za miniony rok.

Autor artykułu: BIN

Zakusy na rehabilitację

October 22nd, 2003

Dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Matki i Dziecka w Kaliszu bije na alarm.
Oddział Rehabilitacji Dziecięcej może zostać zlikwidowany!

Oddział powstawał przez wiele miesięcy. Oficjalnie został otwarty przed dwoma laty, kiedy szpital otrzymał pierwszy kontrakt na świadczenie usług z zakresu rehabilitacji dzieci z porażeniem mózgowym. Do Kalisza na zabiegi trafiają dzieci z południowej Wielkopolski oraz dawnego województwa konińskiego. Codziennie z zabiegów korzysta kilkudziesięciu małych pacjentów w wieku od dwóch miesięcy do 18 lat. Teraz oddziałowi grozi widmo likwidacji, bo Narodowy Fundusz Zdrowia nie chce przedłużyć ze szpitalem kontraktu. Pracę mogą też stracić zatrudnieni w nim rehabilitanci, w sumie blisko dziesięć osób. Na ostateczne złożenie oferty przez szpital, na prowadzenie zabiegów pozostał zaledwie tydzień.

Poradnia zamiast oddziału

Jak dowiedziała się „Ziemia Kaliska” trudności z podpisaniem nowego kontraktu wynikają z tego, że rehabilitacją dziecięcą zamierza zająć się… prywatna poradnia działająca w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym przy ulicy Poznańskiej w Kaliszu. Jerzy Nowicki, dyrektor tej placówki, był jednak zaskoczony tym pomysłem. O wszystkim dowiedział się od naszego reportera. Kto w takim razie chce za wszelką cenę doprowadzić do likwidacji oddziału rehabilitacji dziecięcej w szpitalu przy ulicy Toruńskiej?

- W moim mniemaniu i zgodnie z wymogami Narodowego Funduszu Zdrowia spełniamy wszelkie warunki, aby taki kontrakt utrzymać – tłumaczy Wojciech Grzelak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Matki i Dziecka w Kaliszu. – Na przeszkodzie stoi jedynie fakt, że musimy mieć opinię konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie rehabilitacji. Przy pierwszej próbie uzyskania takiej opinii otrzymaliśmy odmowę. Ta odmowa jest w zasadzie niczym nieuzasadniona. Pani konsultant uważa, że kierownikiem oddziału nie jest lekarz, tylko magister rehabilitacji, ale tego NFZ nie wymaga. Zgodnie z przepisami, kierownikiem może być właśnie magister rehabilitacji. Tworzyliśmy oddział po to, by w przyszłości go rozwijać. Teraz okazuje się, że chce nam się ten kontrakt zabrać.

Nie chcą konfliktu

Z wojewódzką konsultant, Grażyną Cegielską-Wasilewską, która negatywnie zaopiniowała, nie udało nam się skontaktować. O wyjaśnienie poprosiliśmy więc przedstawicieli NFZ

- Wielkopolski Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia nie jest zainteresowany w przyczynach i przebiegu jakiegokolwiek konfliktu dotyczącego Szpitala Matki i Dziecka w Kaliszu, a tym bardziej nie jest jego stroną – wyjaśnia Agnieszka Olbrot z Biura Dyrektora WOW NFZ w Poznaniu. – Nasze wymagania wobec ubiegających się o kontrakty na 2004 rok określają warunki zawarte w zasadach konkursu. Dotyczą one m.in. warunków lokalowych, wyposażenia, personelu, możliwości zapewnienia ubezpieczonym dostępu do świadczeń zdrowotnych wysokiej jakości. Każdy świadczeniodawca, który ocenia, że warunki takie spełnia, może do konkursu przystąpić.

Podebrać interes

Związki Zawodowe działające w Szpitalu Matki i Dziecka w Kaliszu oraz Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” stanęły w obronie oddziału rehabilitacji. Stosowne pisma zostały wysłane m.in. do Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu oraz dyrekcji Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Po prostu ktoś komuś chce podebrać interes – kwituje krótko Kazimierz Kościelny, wicemarszałek województwa wielkopolskiego. – We wtorek wieczorem rozmawiałem na ten temat z dyrektorem Grzelakiem. Nie wiem jeszcze, co się za tym kryje. Całą sprawę z pewnością wyjaśnię. Moim zdaniem, jeśli coś dobrze funkcjonuje, to nie powinno się tego zmieniać.

Jerzy
Nowicki
dyrektor Szpitala
Zespolonego w Kaliszu

Nic nie wiem o ewentualnym pomyśle przeniesienia Oddziału Rehabilitacji Dziecięcej z Wojewódzkiego Szpitala Matki i Dziecka do mojej placówki. U nas prowadzone są zabiegi rehabilitacyjne dla dorosłych. Jeśli chodzi o dzieci, to zabiegi dotyczą jedynie wad postawy. Poza tym rehabilitacja dorosłych i dzieci znacznie się różni. To właśnie w szpitalu przy ulicy Toruńskiej powinien mieścić się taki oddział.

Autor artykułu: Andrzej KURZYŃSKI

Likwidują budki telefoniczne

October 21st, 2003

Telekomunikacja Polska chce do końca roku zlikwidować publiczne telefony na terenie gmin Trzcinica i Rychtal w powiecie kępińskim. Kontrowersyjna decyzja operatora wzbudziła spore poruszenie wśród mieszkańców i samorządowców obu gmin. Zwłaszcza, że dotyczy likwidacji wszystkich aparatów, jakie przed laty tam zainstalowano. TP S.A. tłumaczy się sporymi kosztami eksploatacyjnymi i wręcz symbolicznymi dochodami z ogólnie dostępnych telefonów.

Nie chcą dokładać

Operator podjął decyzję o likwidacji popularnych budek telefonicznych, gdyż nie chce dokładać do ich utrzymywania. Od ponad roku na tym terenie zainteresowanie publicznymi telefonami poważnie spadło. Z danych TP S.A. wynika, że każdy telefon powinien obsłużyć miesięcznie około 300 połączeń, aby nie przynosił strat. Tymczasem ilość przeprowadzonych rozmów ze wszystkich zlokalizowanych tam aparatów ledwie sięga wyznaczonego limitu. Telefony trafiły bowiem pod strzechy, obecnie tylko na terenie 5-tysięcznej Trzcinicy zarejestrowanych jest ponad 900 numerów stacjonarnych.

- Z przeprowadzonych analiz wynika, że koszty eksploatacji kilkunastu telefonów znacznie przewyższają dochody z usług – tłumaczy Wojciech Jabczyński, szef biura prasowego TP S.A. w Poznaniu. – Poza tym nieopłacalne staje się konserwowanie tak oddalonych urządzeń.

Co z biednymi?

Innego zdania są mieszkańcy i przedstawiciele lokalnych władz. Ich zdaniem aparaty są dobrem publicznym i nadal powinny istnieć. – To lekceważenie kilku tysięcy ludzi – uważa Stanisław Szydlik, wójt Trzcinicy. – Mimo sporej rzeszy abonentów TP S.A., są przecież ludzie, których na domowy telefon nie stać. To głównie oni korzystali z tej usługi – dodaje.

W podobnej sytuacji jest sąsiedni Rychtal, gdzie dziś funkcjonuje kilka takich urządzeń. Według mieszkańców obu gmin, od dłuższego czasu istnieją poważne problemy z kupnem odpowiednich kart telefonicznych. I najprawdopodobniej dlatego tak drastycznie spadła ilość połączeń.
Z zapewnień wójta Szydlika wynika, że samorządowcy nie zamierzają zaakceptować decyzji i zwrócą się do dyrekcji TP S.A. z prośbą o ponowne jej przeanalizowanie. – Niestety, nasza interwencja może ograniczyć się jedynie do próśb i apeli, jakie na pewno w najbliższym czasie skierujemy – stwierdza wójt.

Autor artykułu: Artur KIERUZAL

Nowe miejsca pracy

October 20th, 2003

Trzech przedsiębiorców, producentów mebli, zamierza rozpocząć działalność na terenie gminy Odolanów. Jeden z nich, mieszkaniec Milicza wykupił 3 hektary gruntu, na którym zamierza wybudować halę o powierzchni dwóch tysięcy metrów kwadratowych. W pomieszczeniach produkowane będą meble łazienkowe. Docelowo zatrudnienie znajdzie tutaj trzydzieści osób. Kolejni dwaj inwestorzy, którzy chcą zlokalizować tutaj swoje zakłady, prowadzą rozmowy z rolnikami z Gorzyc Małych i Tarchał Wielkich w sprawie wykupu gruntów. Jeżeli ich rozmowy zakończą się pomyślnie, to przy produkcji będzie mogło znaleźć pracę nawet 350 osób. – Od dawna czynimy starania, aby zachęcić inwestorów – mówi Józef Wajs, burmistrz Odolanowa. – Jest to szczególnie ważne, gdyż stopa bezrobocia na naszym terenie kształtuje się na poziomie 14 procent. Każdy kolejny inwestor, to znaczna pomoc dla mieszkańców i gminnego budżetu.
W gminie Odolanów dla inwestorów przeznaczono tereny o powierzchni blisko 20 hektarów.

Autor artykułu: AGAT

Bądź Europejczykiem!

October 20th, 2003

Już 13 czerwca 2004 roku wybierzemy naszych 54 przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Warto się dobrze zastanowić
nad wyborem, gdyż to właśnie nasi parlamentarzyści będą współdecydować o kształcie Europy, do której zmierzamy.

Zgodnie z Traktatem z Nicei, wybierać będziemy 50 deputowanych według zasady proporcjonalności. W pierwszych wyborach wskażemy jednak 54 naszych przedstawicieli, gdyż członkami UE nie będą jeszcze Bułgaria i Rumunia. Jedna kadencja PE trwa pięć lat.

W Sejmie trwają obecnie prace nad dwoma projektami ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego: rządowym i poselskim. Większe szanse na przyjęcie ma projekt rządowy.

Co oferuje rząd?

Według rządowego projektu, Wielkopolska będzie stanowić jeden okręg, z którego wybranych zostanie pięciu deputowanych.

Wybierać będzie mógł każdy obywatel polski stale zamieszkujący na terytorium RP, który najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat i będzie umieszczony w rejestrze wyborców. Nowością jest prawo wybierania przysługujące obywatelom UE nie będącymi obywatelami polskimi, ale na stałe u nas zamieszkującymi.

Kandydować będą mogły osoby

mające prawo wybierania, które najpóźniej w dniu głosowania kończą 21 lat i od 5 lat stale zamieszkują na terytorium RP lub innego państwa członkowskiego UE. Kandydatów do Parlamentu Europejskiego będą mogły zgłaszać najprawdopodobniej komitety partyjne i obywatelskie.
Nowym rozwiązaniem będzie premiowanie większą liczbą mandatów tych okręgów wyborczych, w których frekwencja była najwyższa. Podobnie jak w krajowych wyborach parlamentarnych obowiązywał będzie 5-proc. próg wyborczy. Ostateczny wynik wyborów ustali Państwowa Komisja Wyborcza, stosując przy podziale mandatów metodę d’Hondta, która faworyzuje duże ugrupowania.

Polityczna giełda

Na kogo będziemy głosować? Najważniejszą, nierozstrzygniętą kwestią jest to, czy będziemy mogli głosować wyłącznie na partie, czy też może na listy przygotowywane przez inne podmioty życia politycznego. Od tego swoją decyzję uzależniają między innymi działacze Stowarzyszenia Ordynacka. – Jeżeli okaże się, że będziemy mogli wystawić swoją listę, to z pewnością to uczynimy. Jeżeli nie, to będziemy zachęcać członków naszego stowarzyszenia do wzięcia udziału w wyborach, startując z list innych ugrupowań politycznych – podkreśla Marian Podjacki, szef wielkopolskiego oddziału Ordynackiej.

Niezależnie od ostatecznego kształtu ordynacji wyborczej partie polityczne już szykują się do walki o mandaty. Trwa polityczna giełda – kto z kim?, jakie nazwiska?
Najwcześniej swoją postawę w zbliżających wyborach zadeklarowała Platforma Obywatelska. – Kwestia wyborów do Parlamentu Europejskiego jest dla nas najważniejszym wyzwaniem w najbliższych miesiącach – podkreśla Waldy Dzikowski. PO wystawi w Wielkopolsce własną listę, złożoną z najbardziej znanych polityków i liderów oddziałów regionalnych. Znane jest też nazwisko pierwszego, oficjalnego kandydata PO. Został nim Michał Stuligrosz.
Oddzielną listę wystawi też Sojusz Lewicy Demokratycznej. Jednak pierwsze, oficjalnie podane nazwiska kandydatów poznamy najwcześniej przed końcem roku. Najprawdopodobniej do list SLD dołączy się Unia Pracy. – Mimo ostatnich zgrzytów wokół projektu budżetu na najbliższy rok to ciągle uważam, że Sojusz byłby dla nas najlepszym koalicjantem w wyborach do PE. Zamierzamy wystawić maksymalnie dwie, trzy kandydatury – podkreśla Zbigniew Jaśkiewicz, rzecznik prasowy wielkopolskiej UP.

Telefon do szefa

Z podaniem listy kandydatów wstrzymuje się także Inicjatywa dla Polski Kameli Aldony Sowińskiej. Oficjalne kandydatury pojawią się na konferencji, która zaplanowana jest na początek listopada.

Wśród działaczy Polskiego Stronnictwa Ludowego, które nie wystawiło jeszcze swoich list, najczęściej przewija się nazwisko senatora Jerzego Smorawińskiego. Ludowcy zamierzają szukać partnerów w wyborach wśród polityków PO, PiS, SKL i działaczy samorządowych różnych szczebli.
Kandydatem Ligi Polskich Rodzin będzie najprawdopodobniej Maciej Giertych. Najbardziej tajemnicza jest Samoobrona RP. Jej rzecznik prasowy zapytany o potencjalnych kandydatów polecił nam „zadzwonić do Warszawy, do szefa”…

Co mogą zdziałać?

Przed oddaniem głosu warto dobrze zastanowić się nad swoją decyzją. Mimo że Parlament Europejski nie posiada wszystkich niezbędnych narzędzi do skutecznego działania i krytykowany jest za nadmierną fasadowość oraz zbyt dużą liczbę posłów, to jednak ciągle pozostaje ważnym ogniwem instytucjonalnym UE.

PE to organ opiniodawczo-doradczy i kontrolny. Dlatego tylko wspomaga Radę Unii – główny organ prawodawczy oraz Komisję – inicjatora procesu legislacyjnego. Komisja i Rada w czasie swych prac muszą zasięgać opinii Parlamentu.
Ponadto Parlament Europejski uczestniczy w zatwierdzaniu budżetu UE, posiada polityczną inicjatywę, ma wpływ na przyjmowanie do UE nowych członków, mianuje rzecznika praw obywatelskich. PE uprawniony jest też do przyjmowania petycji od obywateli unijnych w sprawach leżących w gestii Wspólnot.

Frakcja nie narodowość

Parlament obraduje na sesjach plenarnych odbywających się
raz w miesiącu w Strasburgu, poszczególne Komisje parlamentarne obradują zazwyczaj w Brukseli.
Nasi przedstawiciele w PE nie będą zasiadać według przynależności narodowej, ale według frakcji politycznych. Dla przykładu: SLD znajdzie się we frakcji – Zjednoczona Lewica Europejska, a PSL – Europejskiej Partii Ludowej.

Parlament Europejski dziś i jutro

Ostatnie wybory odbyły się w 1999 r. O 626 mandatów ubiegało się ponad 10 tys. kandydatów. Frekwencja to – 49,9 proc. Najsilniejszą frakcją jest Europejska Partia Ludowa i Demokraci Europejscy. Inne to: Partia Socjalistów Europejskich; Europejska Partia Liberalno-Demokratyczna i Reformatorska; Zieloni/Niezależne Przymierze Europejskie; Zjednoczona Lewica Europejska/Zielona Lewica Nordycka; Unia na Rzecz Europy Narodów; Europa Demokracji i Różnorodności; członkowie niezrzeszeni.
Po rozszerzeniu UE w PE będzie zasiadało 732 deputowanych (docelowo 50 z Polski).

Sprawdź, czy to Twój kandydat?

Przedstawiamy nieoficjalną listę polityków z naszego regionu, którzy zamierzają wystartować w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Czy to właśnie oni będą nas reprezentować w PE?
To zależy także od Ciebie…

LPR – Maciej Giertych

67 lat, wykształcenie wyższe – genetyk
poseł LPR

Dlaczego? Ma duże doświadczenie międzynarodowe. Skończył uczelnie między innymi w Oxfordzie i Toronto. W Sejmie jest członkiem komisji spraw zagranicznych oraz podkomisji nadzwyczajnej do opracowania dezyderatu w sprawie projektu Traktatu Konstytucyjnego UE.

PiS – Marcin Libicki

64 lata, wykształcenie wyższe – historyk,
poseł PiS

Dlaczego? Sam nie kryje swoich ambicji: – Jeżeli zostanę zarekomendowany przez kolegów z PiS z całą pewnością wystartuję – przekonuje. Jest wiceprzewodniczącym delegacji polskiej do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Od 1998 wiceprzewodniczący European Democrats Group (konserwatywna Grupa Europejskich Demokratów) w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. W Sejmie, członek komisji europejskiej.

PO – Michał Stuligrosz

54 lata, wykształcenie wyższe – geograf,
poseł PO

Dlaczego? Jest pierwszym, oficjalnym kandydatem do Parlamentu Europejskiego z terenu Wielkopolski. Jego osobę zarekomendował zarząd województwa. W najbliższym czasie władze krajowe powinny zaakceptować jego kandydaturę. Nad kolejnymi kandydatami Platforma ciągle się zastanawia.

PSL – Jerzy Smorawiński

61 lat, wykształcenie wyższe – medyczne,
senator niezależny

Dlaczego? Jako senator był członkiem delegacji polskiej do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Reprezentuje Polskę w Grupie Monitorującej Konwencję Antydopingową Rady Europy. W czasie swojej pracy naukowej podróżował po całej Europie.

SLD – Sylwia Pusz

32 lata, wykształcenie wyższe – prawnicze,
posłanka SLD

Dlaczego? Nie kryje swojego zainteresowania tematyką unijną. Próbuje zaszczepić zainteresowanie UE wśród młodych, nie tylko tych z SLD. W Sejmie jest członkinią: komisji europejskiej oraz podkomisji stałej ds. monitorowania wykorzystania środków pomocowych Unii Europejskiej. Od marca 2002 roku członkini Krajowego Komitetu Wykonawczego ds. integracji europejskiej.

UP – Andrzej Aumiller

56 lat, wykształcenie wyższe,
poseł UP

Dlaczego? Unia Pracy nie wie jeszcze czy pójdzie do wyborów sama czy wspólnie z SLD. Tak czy inaczej, rzecznik prasowy UP w Wielkopolsce, Zbigniew Jaśkiewicz przekonuje, że osoba Andrzeja Aumillera to „naturalna i bardzo dobra kandydatura”.

Autor artykułu: Andrzej REMBOWSKI

Zabłąkany pocisk

October 20th, 2003

Ekspertyza wykaże, czy pocisk, który mieszkaniec Wolicy znalazł obok swojego domu,
został rzeczywiście wystrzelony z broni będącej na wyposażeniu policji.

Strzelnica w Wolicy należy do Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Kaliszu. Dość często jest ona wydzierżawiana przez myśliwych różnym służbom mundurowym. Ostatnio w Wolicy odbywały się rutynowe ćwiczenia strzeleckie policjantów.

Rozbita szyba

- Ostre strzelanie było w poniedziałek, 13 października – opowiada Józef Świątek, mieszkaniec Wolicy.- Rankiem następnego dnia zobaczyłem wybitą szybę w werandzie, którą zaszkliłem niespełna dwa tygodnie temu. Razem z żoną doszliśmy do wniosku, że dziura w szybie, to efekt poniedziałkowych ćwiczeń policji.
Zaniepokojony rolnik powiadomił oficera dyżurnego KMP. Na miejsce przyjechało kilku funkcjonariuszy z Godziesz Wielkich i z Kalisza. Jednak nie znaleźli oni żadnego pocisku.

- Tłumaczyli mi, że to pewnie jakieś dzieciaki strzelały z procy, może też ktoś złośliwie rzucił kamieniem- dodaje Świątek. – Odpowiedziałem, im że byłem w wojsku i wiem co może zrobić kula.

Szukali i znaleźli

Rolnik postanowił odnaleźć pocisk. Wraz z córką dokładnie przeszukał okolice werandy.

- Grabiliśmy miejsce przy miejscu i przez kilka godzin wpatrywaliśmy się w trawę, aż w końcu znalazłem ten pocisk – mówi Józef Świątek – Był jakieś dwa metry od werandy. Leżał w trawie. Musiał odbić się od szyby i upaść na ziemię. Miał 2,5 centymetra długości.

Rolnik ponownie zadzwonił na policję. Funkcjonariusze jeszcze raz przyjechali do Wolicy i zabrali pocisk w celu wykonania ekspertyzy.

- Trudno powiedzieć co oni teraz uznają, moim zdaniem dowód
jest jasny – dodaje Świątek.

- Trwają czynności mające na celu ustalenie z jakiej broni został wystrzelony pocisk i czy broń tego rodzaju jest na wyposażeniu policji – wyjaśnia podinspektor Barbara Buśkiewicz, rzecznik prasowy KMP w Kaliszu. – Mamy trzydzieści dni na wykonanie wszelkich niezbędnych czynności w tym zakresie.

To już trzeci raz

Rolnik z Wolicy twierdzi, że dwanaście lat temu, również podczas ćwiczeń strzeleckich, policjanci przez przypadek wybili trzy szyby w oknach jego domu.

- Było sześć dziur od pocisków, ale tylko jedną kulę znaleźliśmy w mieszkaniu- dodaje pan Józef. – Wraz z żoną byłem wtedy w Kaliszu. Gdy wróciliśmy do domu, chłopak siedział zamknięty w kotłowni. Tak mocno się wystraszył. Strzelanina dopadła również i mnie. Wracałem z pola, gdy nagle kule zaczęły świstać mi nad głową. Musiałem się czołgać, bo prali tak, jakby wojna była. Gdy wróciłem na podwórko, to w drzwiach od stodoły zobaczyłem kilka kul. Wyciągaliśmy je później kleszczami.

Zdesperowany rolnik poinformował o wszystkim telewizję wrocławską. Interwencja mediów pomogła.

- Przez 12 lat mieliśmy spokój – mówi Józef Świątek. – Teraz znowu sytuacja się powtórzyła. Uważam, że powinni coś z tym zrobić, zanim dojdzie do jakiejś tragedii.

Spełnia normy

Zdaniem Marka Przybylskiego, prezesa Zarządu Okręgowego PZŁ w Kaliszu, strzelnica w Wolicy spełnia wszelkie wymogi bezpieczeństwa. Posiada niezbędne atesty.

- Obwałowania główne mają wysokość aż siedmiu metrów, a boczne, pięciu – mówi Marek Przybylski. – Nigdzie nie robi się wyższych, bo takie w zupełności wystarczają. Jeżeli ktoś strzela w kierunku tablic z wyznaczonego miejsca, to nie ma możliwości, żeby pociski przedarły się przez zabezpieczenia. Trudno mi w tej chwili powiedzieć, jakim cudem do tego doszło. Myślę, że powinniśmy poczekać na wyniki policyjnej ekspertyzy.

Sprawa zabłąkanego pocisku zbulwersowała część mieszkańców Wolicy. Ludzie, którzy mieszkają w pobliżu strzelnicy, boją się teraz o swoje życie. Czy ich obawy są uzasadnione, przekonamy się po dokładnym zbadaniu kuli.

Autor artykułu: Jacek ZDUŃCZYK